Oświadczenie:
Oświadczam, iż w pełni zdaję sobie sprawę, że pływam w innym akwarium niż większość społeczeństwa, nie musicie mi **** wciąż o tym przypominać.
Dobra, bez rozczulania się. I tak wszyscy wiemy, że ja jestem wspaniała i wyjątkowa, a oni to plebs marny.
Tak więc, opis cierpień, jakie ja, istota wspaniała i wyjątkowa, zaznała od plebsu marnego w roku 2010.
Sylwester w, nomen omen, Biadolinach.
Metale przy laptopie, Daft Punk to gatunek muzyczny, którego nie lubią.
W domu o 7.
Z łóżka o 11.
Kuchnia o 12.
Aleeeeee moje jedzenie już NIE ISTNIEJE.
Tak się kończy zostawienie sześciu mielonych na imprezie bez opieki.
Cóż poradzić mogę, czas wyruszyć na wprawę łowiecką, a nuż delikatesy Ania uratują moją tkankę tłuszczową.
Wypadałoby się wcześniej umyć.
Pierwsze podejście do łazienki – zajęta.
Drugie – zajęta.
Trzecie – zajęta.
Czwarte – współlokatorka wraz z chłopakiem oznajmiają całemu mieszkaniu, ze bardzo dobrze im ze sobą, fale endorfin przekształcając w fale akustyczne.
Piąte – nieźle.
Szóste – tym razem ja wydzielam endorfiny, szkoda, że trochę mniej – łazienka wolna.
O, najwyraźniej lubią kąpiele błotne.
Rączka sięga do kubeczka, chcąc znaleźć szczoteczkę, a tam... no nie, jest moja szczoteczka, cała i zdrowa. Szkoda tylko, że nie wiem, która to, bo mam dwie identyczne do wyboru.
W końcu wychodzę, błąkam się po Kleparzu, wreszcie znajduję sklepik(?) w jakiejś absurdalnej bramie.
Obsługuje mnie pan ze sporym problemem ze słuchem i jeszcze większym alkoholowym.
Zdobywam nieprzeterminowane mleko, bułki zeszłoroczne, a nawet zeszłotygodniowe, sądząc po ich (braku) miękkości. W celu wyboru serka pan zaprasza mnie do przyczepki. W przyczepce dokonuję trudnego wyboru spośród serka topionego śmietankowego i serka topionego ze szczypiorkiem. [Biorę ze szczypiorkiem.]
Ale wychodzę z przyczepki cała.
Teraz już nuda, czyli słuchają muzyki, choć to może określenie nieco na wyrost, ze swojego akwarium.
Spać się też nie da.
Fan łazienkowych igraszek w błocie próbuje ratować sytuację, ale wybaczcie, nie chce mi się z wami pić.
Inne akwarium.
...a ja zabrałam mamie sweter. konkretnie gruby, długi swter w szałowe różowe wzorki, w któym chodziła na strych.
jest mi ciepło, muszę tylko dopilnować, żeby sąsiedzi nigdy mnie w nim nie zauważyli.
zresztą, co mi tam, oryginalne 80's w końcu.
mam też buty brzydkie nowe, a co gorsza:
pani w obuwniczym: 'a pani jeszcze bardzo nogi urosną?'
może w przyszłm wcieleniu.
(słaba puenta)
płetwa/pointa.
wypastowałam buty.
[a kiedy kilkam na 'podobny blog' to wyskakuje notka zaczynająca się od 'Dziś w nocy poczułem się jakoś dziwnie. Wyrwany ze snu, musiałem zmierzyć się z informacją o śmierci Michaela Jacksona.']
i porwanie arbeit macht frei mnie przerosło.
Pada pierwszy śnieg tej zimy, siedzę na łóżku i próbuje udawać, że jeśli słucham ślicznej muzyki, to sama też jestem śliczna.
Może nawet wychodzi, nie wiem, nie mam tu lustra.
W każdym razie My Maniac And I po raz 34 dzisiaj.
No i standard zimowy, nie widzę sensu w rannym wstawaniu i nie chce mi się pastować butów.
takie rzeczy należy zapisac, na wypadek, gdyby się spełniły.
wyszły mi czaszka i kobieta w ciąży.